Liczba na ekranie wygląda solidnie, a mimo to waga po miesiącu treningów rusza się wolniej, niż wynikałoby z arytmetyki. Powodów jest kilka i żaden nie polega na tym, że kalkulator kłamie. Pierwszy jest taki, że w tej liczbie siedzi także energia, którą organizm zużyłby leżąc, więc realny naddatek nad spoczynkiem jest niższy niż liczba główna. Przy lekkich aktywnościach ta różnica bywa naprawdę duża.
Drugi powód jest behawioralny. Po treningu rośnie apetyt, a porcja obiadu robi się większa, często bez świadomej decyzji. Do tego dochodzi odruch nagrody, kiedy po dobrej sesji łatwiej sięgnąć po coś, czego w zwykły dzień byśmy nie jedli. Trzeci powód to reszta doby, bo po ciężkim treningu ludzie ruszają się mniej przez pozostałe kilkanaście godzin i spontaniczna aktywność spada.
Wniosek praktyczny jest prosty. Ruch buduje deficyt, ale najczęściej mniejszy, niż podpowiada intuicja, więc druga strona bilansu musi być poukładana. Jeśli chcesz to zrobić z dietetykiem, który dopasuje jadłospis do Twojego tygodnia treningowego, sprawdź dieta online.
Ile ten deficyt ma realnie wynosić i jak go policzyć na własnych liczbach, opisaliśmy w osobnym tekście: jak policzyć deficyt kaloryczny.