Z naszej praktyki z podopiecznymi widzimy trzy sytuacje, w których WHR mówi więcej niż waga. Pierwsza dotyczy kobiet około menopauzy, które przychodzą z tym samym zdaniem, że waga stoi od lat, a spodnie przestały się dopinać. U takiej osoby WHR potrafi w dwa lata przesunąć się z 0,80 do 0,88 przy tej samej masie ciała, bo tłuszcz przeniósł się z bioder na brzuch. Wtedy nie zaczynamy od cięcia kalorii, tylko od białka w każdym posiłku i treningu siłowego, a postęp mierzymy centymetrem. Druga sytuacja to mężczyźni z BMI 26–27, którzy słyszeli, że mają tylko lekką nadwagę. Przy talii 102 cm i biodrach 104 cm ich WHR wynosi 0,98, a razem z wynikami badań taka liczba zmienia rozmowę, bo pokazuje, że te kilka kilogramów siedzi w jamie brzusznej. Trzecia dotyczy samej redukcji. Przy deficycie z treningiem siłowym waga potrafi stać dwa, trzy tygodnie, a talia w tym czasie maleje o 1–2 cm, dlatego pomiar obwodów co 4 tygodnie trzyma motywację lepiej niż codzienne ważenie.
Komentarz dietetyka: dlaczego przy każdej kontroli mierzę talię i biodra
Waga pokazuje, ile ważysz, ale nie mówi, skąd ubywa. Dlatego talię i biodra mierzę na pierwszej konsultacji, a potem co cztery tygodnie, zawsze rano, w tym samym punkcie i tym samym centymetrem. Pojedynczy pomiar niewiele mi mówi, bo różnica jednego centymetra mieści się w błędzie mierzenia. Patrzę na kierunek z trzech, czterech kolejnych pomiarów.
Najbardziej cieszy mnie moment, w którym talia spada szybciej niż biodra, bo wtedy wiem, że tłuszcz schodzi przede wszystkim z brzucha. Tego żadna waga mi nie pokaże. Jeśli mierzysz się sama albo sam, zapisuj wyniki w jednym miejscu i porównuj je co miesiąc. Cotygodniowe porównania częściej pokazują wahania wody i jedzenia niż prawdziwą zmianę.
Leszek Racut, dietetyk kliniczny z 10-letnim doświadczeniem, współzałożyciel Dietetyki #NieNaŻarty